Batiste Bielenda

Denko nr 6 (czerwiec & lipiec 2014): do kosza marsz!

sobota, sierpnia 16, 2014Kamila Lyll

Witajcie!
Dziś denko, czyli co udało mi się zużyć w czerwcu i lipcu do końca. Długo trwało zanim się za nie zabrałam. ;)
Rozdanie z okazji 1 urodzin bloga dobiegło końca. Wrzuciłam je sobie do Worda i teraz zastanawiam się nad wyborem. Do następnego piątku pojawią się wyniki więc wyczekujcie posta. :)


Chyba będę robiła takie co dwumiesięczne denka - wtedy trochę więcej się tego zawsze uzbiera. Zdjęcia wykonane na mojej zacnej i ulubionej chuście. Muszę poszukać drugiej takiej w innej kolorystyce na jesień/zimę. :) Jest duża, kolorowa i nawet ciepła. Nie lubię typowych szalików. ;) 


Tak oto wygląda zacna gromadka zużyć kosmetycznych. Coś do włosów, do ciała i do makijażu.





Suchy szampon Batiste w wersji Tropical - mój must have i ulubieniec. Nie zawsze chce mi się myć głowę codziennie (a niestety muszę, bo wciąż się przetłuszczają - może kiedyś uda mi się to zminimalizować), nie zawsze mam kiedy to zrobić (uroki dłuższych włosów) dlatego suche szampony są ratunkiem w takich dniach. Czasem spryskuję tylko grzywkę a resztę związuję. ;) Na korzyść działa również zapach: słodki, odświeżający. Odświeża włosy na calutki dzień.
Suchy szampon Isana - gorszy "brat" Batiste. Jednak na promocji za 6 zł opłaca się go kupić. Batiste nie kupię u siebie w mieście więc używam go oszczędniej, a Isana jest w każdym Rossmannie (u siebie masz AŻ 2 sklepy!). Odświeża na krócej i trudniej pozbyć się nalotu, ale do kucyka/koka i grzywki i tak się nada.
Facelle, żel do higieny intymnej - używany również jako szampon - w obu przypadkach sprawuje się całkiem nieźle. Oczyszcza dosyć delikatnie, nie podrażnia. W przypadku włosów (a raczej skóry głowy) może nieco plątać włosy delikatne, ale wygładzająca maska czy odżywka daje sobie z tym radę. Nie zawiera SLS i SLES. Być może jeszcze do niego wrócę, tym bardziej że kosztuje grosze.



L'biotica, Biovax, maska do włosów suchych i zniszczonych - uwielbiam jego niebiesko-białego brata z keratyną i jedwabiem ale skusiłam się na inną wersję, która niestety solo nie przypadła moim włosom do gustu. Z dodatkiem gliceryny było już lepiej a jako maska z dodatkiem np. olei czy innych domowych specjałów przed myciem była nawet niezła. Ale tej wersji już nie kupię. Nie jest to konkretnie bubel kosmetyczny bo coś robi i na każdych włosach sprawdzi się inaczej. Mnie za mocno dociążała włosy.
Bielenda, drogocenny olejek arganowy 3w1 - używałam głownie do włosów, czasem do ciała (choć średnio się tu spisywał). Ogólnie, taki średniaczek. Nie mogłam stosować na suche włosy ani nawet na wilgotne - końcówki wyglądały jak tłuste- mimo iż próbowałam kilku metod. Zdecydowanie lepiej sprawdzi się w olejowaniu, choć spektakularnych efektów nie zauważyłam. Czasami dodawałam oliwę z oliwek czy też olej rycynowy. Atomizer jest dziwny, mnie się często zacinał i w dodatku dziwnie dozował. Trzeba uważać na najbliższe otoczenie. Raczej nie skuszę się na nowe opakowanie.
Pantene Pro-V - błyskawicznie zwiększająca gęstość odżywka w sprayu, gęste i mocne włosy - tę odżywkę znalazłam w wygranej paczce z kosmetykami Pantene do włosów (w sumie było łącznie 4 kosmetyki). Częściej używała jej moja mama niż ja. ;) Na jej krótkich włosach zachowywała się jak pianka, ale nie jest tak klejąca. Wygodny aplikator w formie spreju sprawdzał się fajnie. Czasami też używałam - usztywnia delikatnie włosy i delikatnie je podnosi (w przypadku cienkich dłuższych włosów). Używa się go tylko u nasady włosów więc nawet obecność alkohol denat jakość mocno nie zaszkodzi choć bałabym się używać codziennie. Buteleczkę z atomizerem użyje do czegoś innego ponieważ rzadko udaje mi się znaleźć taki mały atomizer. :)



Dwa płyny do demakijażu od Iwostin. Oba dwufazowe. Są dosyć wydajne. Ale chyba rozejrzę się za czymś innym, tańszym gdy wykończę jeszcze jedno opakowanie jakie posiadam. Po demakijażu zostawiają taki lepki film, który trzeba domyć mydełkiem lub żelem.



Maybelline, Affinitone, 09 opal rose - neutralny kolor a co za tym idzie nie do końca dla mnie. Kupowałam go przez kilka lat i dobrze mi służył, może jedynie odcień nie do końca idealny, ale co ja się tam znałam? Mam teraz drugie opakowanie w jaśniejszym, bardziej żółtym odcieniu, jednak już mnie tak nie zachwyca. To prawda, nie jest maską na twarzy, ale to już nie jest to. Być może wersja matująca lepiej by się sprawdziła, ale nie wiem czy się na nią skuszę.
Eveline, mattifying BB cream 8w1, cera jasnanie najgorszy kosmetyk do buzi. Mój pierwszy BB, jednak mimo iż jest do cery jasnej to mogę go używać tylko latem (ot -uroki zbyt jasnej cery). Nie zostawia na buzi totalnej matu - to trochę taki wygląd buzi niemowlaka. ;) Dosyć ładnie stapia się ze skórą. Ale nie kupię go ponownie, szukam dalej, choć już w tym roku na BB się nie zdecyduję.
Miałam okazję wypróbować próbkę innego BB (od Garnier) w jasnym odcieniu dla cery tłustej i mieszanej i Eveline bije go o głowę, ponieważ tamten na mnie był tragiczny! Buzia po kilku minutach zrobiła mi się pomarańczowa - tragedia.



Maybelline, Colossal 100% black, maskara  pogrubiająca - jest to jedna z moich ulubionych maskar. Co prawda z tym kolosalnym efektem pogrubienia nieco przesadzili, ;) ale i tak ją lubię. Gdy jest nowa ładnie otwiera oko i nie skleja rzęs a gdy trochę podeschnie też jest nie najgorsza. Ma wygodną szczoteczkę, którą sobie zostawię. ;)


Synergen, antybakteryjny puder w kompakcie, odcień 03 - bardzo długo go używam  jest to już moje x-opakowanie. Zauważyłam, że ostatnio wprowadzili inne odcienie, ten był ciut za ciemny (choć one wszystkie  w sklepie wydawają się identyczne), ale latem go wykończyłam. Myślałam że nie mam już go wcale, a ostatnio podczas porządków znalazłam jeszcze drugi (mniej więcej połowę). Używam go nie tylko na podkład, ale również solo - na sam krem. latem to świetna opcja gdy chcemy zmatowić skórę i delikatnie poprawić jej koloryt a na twarzy nie ma zbyt wielu niespodzianek. I kosztuje grosze (a już na promocji po prostu taniocha ;) ).



Himalaya, krem antyseptyczny - uniwersalny krem: na twarz (na wypryski), na zaczerwienia, na pogryzienia, na podrażnienia po goleniu. Uwielbiam go i nie moje moje pierwsze ani ostatnie opakowanie. Kosztuje grosze, ma gęstą konsystencję pasty i ładnie pachnie.
Kolastyna, oczyszczająca maseczka do twarzy (glinka wulkaniczna) - po nałożeniu jej na twarz wygląda się jak potwór z bagien. ;) Niczym Loch Ness. ;P Jedno opakowanie - 10 ml - starczyło mi na 3 użycia. Ładnie oczyszcza, wygładza ale jak działałaby na dłuższą metę to ciężko powiedzieć.
Dax, regenerująca maska-kompres do rąk - w jednym z denek pokazywałam wam peeling z tego duetu. Maska też się odnalazła. Ma piękny zapach - idealny na zimę. :) Bardziej polubiłam tę maseczkę na dłonie niż peeling. I choć opakowanie niewielkie (6 ml) starczyła mi na 3 użycia - nie nakładałam super grubej warstwy.



Carrefour, zmywacz do paznokci - nie pachnie najgorzej jak zmywacz i dobrze usuwa lakier. Nie zauważyłam aby pogarszał stan paznokci. Do kupienia tylko w sieci sklepów Carrefour. Nada się do torebki z uwagi na nieduże opakowanie (ale mniejsze też bywają). W domu używam teraz większych butelek.



Rexona women, antyperspirant w aerozolu, aloe vera - na plus można zaliczyć dużą butlę która starsza na długo oraz delikatny, nienachalny, zapach. Jednak ostatnio zauważyłam, że zostawia biały nalot i za krótko pomaga. Teraz używam innej firmy i zobaczę co z tego wyjdzie.


Angel, Gold Carad - "perfumy" które dostałam kiedyś tam od mamy. Mają mocny zapach. jakoś zużyłam, ale nie z wielką radością. ;)


A teraz idę na obiad ;) a później zabieram się za focenie mojej kolekcji lakierów.

You Might Also Like

9 komentarze

Najnowsze Posty

Formularz kontaktowy