fotorelacja konferencja dla blogerów

I ja tam byłam! Meet Beauty po raz drugi

poniedziałek, czerwca 06, 2016Kamila Lyll

Choć od drugiej edycji Meet Beauty minął dobry miesiąc wciąż nie napisałam swoich wrażeń po tym wydarzeniu. A było świetnie! I chcę więcej. ;)


Jak poprzednim razem i na tę konferencję pojechałyśmy moim samochodem. Prawie w takim samym składzie. Ze Zduńskiej do Łodzi pojechałam wraz z Angeliką z MintElegance. Potem odebrałyśmy z Łodzi jeszcze Beatkę (Gasky), Asię (Interesting Details from My World) oraz Sylwię (Zadbana Mama). Cała podroż minęła nam całkiem szybko na rozmowach, śmiechach i ubawu z pożyczonego GPS, który momentami przezabawnie wymawiał nazwy ulic bądź tłumaczył trasę (w poprawny ale zabawny sposób).
W Warszawie byłyśmy dosyć wcześnie, trzeba było jednak znaleźć parking w okolicy stadionu, ponieważ przy stadionie odbywał się maraton i parking był zamknięty.


Jestem takim szczęśliwcem urodzonym na pewno nie w czepcu, że gdy tylko wyszłam z samochodu zrobiłam sobie oczko w rajstopach. I to na tych grubszych (chyba 40DEN), idealnie nad wysokością butów na zewnętrznej stronie łydki. Oczywiście drugich nie miałam - ale jak to ja - przezorna zawsze ubezpieczona: miałam igłę z nitką. :D Dobrze, że rajstopy ciemne, to nie było widać zszycia. ;)


Wybranie Stadionu narodowego na spotkanie dla takich zwariowanych na punkcie kosmetyków blogerek, jak chociażby ja, było strzałem w dziesiątkę. Duża przestrzeń, sporych rozmiarów sale - nie było ścisku i można było się normalnie poruszać, a i toalet było więcej niż poprzedni razem więc nie trzeba było stać w kolejce. ;) A jak wiadomo toaleta dla mnie jest zawsze zbawieniem. :p

Ponownie spotkałam wiele znajomych twarzy, jeszcze więcej nowych. Tylko jakoś czasu wciąż nam było za mało. Chciałoby się z każdym pogadać i pewnie gdyby nie warsztaty to z większą częścią bym zamieniła choć kilka słów. Ale że tym razem dostałam się w pierwszej kolejności a nie z rezerwy miałam możliwość wyboru warsztatów i udało mi się załapać na dwa, bo trzeci nieszczególnie mnie interesował, choć słyszałam, że dziewczyny były zadowolone (w większości...a może mniejszości?).



Nie mogło zabraknąć zdjęć lakierowych wariatek i ich paznokci. ;) Tu akurat jedyne jakie zrobiłam sama i które wyszło a nie rozmazało się jak pozostałe. :p


Jeśli chodzi o sprawy organizacyjne to nie mam się do czego przyczepić. Tym razem wszystko było dopięte na ostatni guzik. Oczywiście musiałam dostać identyfikator z zepsutym zapięciem przy smyczy (no przecież nie byłabym sobą), ale udało mi się go wymienić bez problemów. :)


Jedna z sal została zamieniona w salę ze stoiskami kosmetycznymi. Można było po-testować nowości, powąchać kosmetyki (od niektórych zapachów można było odpłynąć w krainę marzeń), przebadać skórę głowy oraz włosy (na stoisku Pilomaxu oraz Henkela), zrobić sobie paznokcie (na stosiku Golden Rose, Eveline - zwykły manicure oraz na prze-bajecznym stosiku Indigo - tutaj już hybryda, jednak tylko dwa paznokcie), a nawet robili włosy. Z tego ostatniego nie skorzystałam bo miałam już swoje loki po opasce - gdybym wiedziała to bym tylko je umyła. ;)


Później zorientowałam się że nie doszłam do stosika Lirene (mimo że było tak blisko wejścia) oraz Pilomaxu - naprawdę zabrakło czasu. ;) 







Poprzednim razem przebadałam skórę głowy na stosiku Pilomaxu - tym razem stanęłam w długaśnej kolejce przy Gliss Kurze. Dwa razy. :p Za pierwszym mi się nie udało, bo panie poszły na przerwę a mnie gonił czas bo miałam warsztaty.


Okazało się, że moje włosy są "w normie" i całkiem zwyczajne. Zarówno ich gęstość, grubość czy ilość jest w umiarkowanym stopniu - nie mam ich ani za mało ani za dużo. Dowiedziałam się, że moje nowo wyrastające włosy są pozbawione pigmentu i dopiero później ten pigment się pojawia. A także, że mam całkiem zdrowe już włosy choć można by je określić jako średnioporowate i troszkę suche, zwłaszcza od połowy w dół. Prawdopodobnie to wina suszarki, którą niestety używam często, ale przy mojej szybko przetłuszczającej się skórze głowy i długości niestety ciężko się bez niej obejść, zwłaszcza gdy myję głowę rano przed pracą.

Nie mogła głowa choć kolor trochę podobny. ;)


Na stoisku Golden Rose pani umalowała mi usta na wściekle różowy kolor, który idealnie mi pasował. ;) Zwłaszcza do okularów. :D Sama szminka w płynie (te najnowsze, ale nie pamiętam nazwy) trzymała się mega długo. Ma jednak minus - wysusza mocno usta.

 


Szminko-długopisy robiły furorę. ;)


Stoisko Indigo było przepiękne: a ta ścianka z kwiatów wyglądała niczym z bajki. Niektóre kolorki ich hybryd wpadły mi w oko - zwłaszcza te błyszczące i zastanawiam się czy sobie jakiegoś kolorku nie kupię, bo nie mogłam oderwać wzroku od kilku z nich, jak np. Royality, Green Lantern, Shanghai, Storm, La Vida Loca, czy Spring Break. Na wzornikach wyglądały bosko. <3





Na stoisku Palmer's można było dostać próbki (wcale nie takie szaszetkowe, tylko całkiem spore) a dla chętnych jeden kosmetyk do przetestowania i właśnie testuję maseczkę do twarzy i...a niedługo się dowiecie. ;)



Jeśli chodzi o warsztaty to zapisałam się na paznokciowy z Indigo oraz makijażowy z Lirene. Indigo było bardzo profesjonalne. Poznałyśmy ciekawą metodę dbania o paznokcie i pewnie za jakiś czas o niej napiszę, a także o błędach w manicure hybrydowym. Niektóre znałam ale część była dla mnie świeżynką i cieszę się, że mogłam tego posłuchać. 
Indigo za-sponsorowało także warsztaty z manicure hybrydowego, niestety żadna data mi nie pasowała a te weekendowe były trochę za daleko i w sumie też w datach, które kompletnie nie pasowały ze względu na moją pracę. Żałuję bo z tego co czytałam to dziewczyny były mega zadowolone i sporo się nauczyły.





Później poszłam na warsztaty z Lirene. Główną atrakcją, jeśli można to tak nazwać ;) była Anna Orłowska. Myślę, że każdy o niej słyszał. Ogólnie nie jestem jej fanką po tym jakie makijaże przedstawiała na kobietach w telewizji byłam mega sceptycznie nastawiona, ale...okazało się, że to naprawdę przemiła kobieta i patrze na nią już przychylniej, zwłaszcza że widziałam na własne oczy makijaż jaki zmalowała mojej znajomej Mai z MatMajowe.
Ponadto poznałyśmy trochę nowości i choć podkłady Lirene są dla mnie zwykle zbyt ciemne tak np. poprzednia kolekcja z My Color Code i odcień zima okazał się idealny. :) Teraz do testów również otrzymałam podkład, ale...jeszcze go nie testowałam. Jednak niebawem go otworzę i sprawdzę, choć na pierwszy rzut oka wydaje się być trochę za ciemny to jednak idzie lato więc trochę się zawsze gdzieś opalę.














Był też Pan Lakier ale jakoś do niego nie podeszłam - wciąż bywam nieśmiała choć niektórzy nie potrafią w to uwierzyć. :p


I oczywiście plotki i ploteczki. <3


Nie mogłam mieć na zdjęciu lepszej miny niż przeżuwacza. :D






Na koniec pamiątkowe selfie i ja w pierwszym (albo raczej drugim ;)) rzędzie. ;)






Nie zabrakło też dla nas upominków. Torba od Indigo zawierała mnóstwo wspaniałości a zapachy jakie towarzyszą kosmetykom są wprost nieziemskie. <3








Serdecznie dziękuję zBlogowanym oraz partnerom wydarzenia za możliwość uczestniczenia w tak wspaniałej konferencji którą do tej pory wspominam z pozytywnymi emocjami. :)


P.S. Niepodpisane zdjęcia są pożyczone z fanpage'a Meet Beauty.

You Might Also Like

19 komentarze

Najnowsze Posty

Formularz kontaktowy